Tylko Ty

Nasza miłość jest silniejsza od śmierci...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Aż dziwne, że jeszcze kontaktuje (no choć nie zawsze moje myślenie jest takie klarowne jak powinno być, ale kontaktuje).
Od dwóch tygodni żyję na takich obrotach, że dziwne, że sobie ze wszystkim daję radę i mam czas jeszcze na posprzątanie.
Fakt, plusem, ogromnym plusem jest to, że nie pracuje, chociaż jestem zarejestrowana w UP.
Ciągle jestem w rozjazdach, a jeśli już nie, to zawsze jest coś do zrobienia.
Wczoraj np. musiałam jechać do ojca do szpitala, rozmówić się z lekarką, potem pozapłacać rachunki, kupić suwak do kurtki i buty dla mnie i do domu, za 2 godziny po powrocie do domu znowu jechać do szpitala, zawieźć ojcu kilka rzeczy, bo dziś jest przewożony do innego szpitala.
Na całe szczęście nie ma raka, tylko wodę w opłucnej i dlatego do innego szpitala go przewożą.
Dzisiaj znów Piotrek musiał jechać do siebie, bo jutro z rana musi iść pokazać się kuratorowi, bo tamten nigdy go nie zastaje w domu. Dziwne żeby go kiedyś zastał, jak on tam nie mieszka już 3 miesiące.
I ja dziś na 13 idę do lekarza załatwić recepty dla mamy.
Jutro jadę do ojca do szpitala, niestety już do innego szpitala i wykupić mamie leki jadę.
Jak to mama powiedziała : ,, Ty dziecko to się wykończysz.''
14.12.2010 o godz. 11:06
Bo jak tu żyć normalnie?
No jak?
Ojciec od zeszłego poniedziałku leży w szpitalu.
Codziennie robią mu badania jakieś.
Codziennie ma EKG i pobieranie krwi na posiew.
Odwiedzam go co drugi dzień.
JA...
Ja, ta wyrodna córka, ta jebana kurwa, ja-ta która godność swą schowała, a może zamieniła ją na litość ?
Cóż...
On ma raka, na razie wychodzą mu w tym guzie maleńkie zmiany, ale nie jest jeszcze tak dokładnie wiadomo, czy rak jest groźny, czy też nie.
Mama mi mówi co dzień prawie, że nie poznaje mnie, tak się zmieniłam, że zmieniłam się o 180 stopni.
Cóż, ktoś musi sprzątać i w ogóle utrzymywać jakikolwiek ład w domu.
Ale gdyby nie mój Piotruś to byłoby ciężko.
Wtedy, gdyby go nie było, to bym się rozklejała co rusz. Ale na szczęście jest i zawsze będzie.
Oki muszę lecieć, i tak tego nikt nie czyta i nie komentuje, a niby LENKA (mój blog pierwszy) miała tylu znajomych. Ironia internetu.
Dzisiaj jadę z mamą do ojca.
I pogadać z lekarzem.
10.12.2010 o godz. 12:39
Nie wiadomo, jak to wszystko będzie.
Wczoraj, jak wróciłam od ojca i z zakupów to akurat mama przyszła do domu, no i zaczęłam jej opowiadać co i jak u niego słychać.
No i co tu dużo gadać i się rozwodzić nad tym, po prostu NIE JEST WESOŁO Z NIM.
Jeśli z tego wyjdzie to będzie dobrze.
Już dwa razy mu odciągali wodę z płuca, bo mu się zbierała.
Dziś znowu miał usg, bo musieli zobaczyć, czy znów woda jest do odciągnięcia, ale nie ma, chociaż tyle.
Ale miał szczegółowe usg wątroby, no i nie jest z wątrobą najlepiej i on sam również to zrozumiał, że te 25 lat picia nie wpłynęło na jej stan korzystnie.
Teraz dzwonił do mnie, bo mu echo serca mieli robić, no i serce ma zdrowe, tylko powiedziała mu lekarka, że ma schudnąć najmniej 15kilo.
Dzisiaj zadzwoniłam najpierw do siostry mojej, pogadałam trochę z nią o nim, potem do mamy dzwoniłam a na końcu do niego i dopiero jak wjechałam ostro na niego to się zaczął słuchać i teraz po badaniu zadzwonił, czego wcześniej nie robił.
Bo mimo, że jest chory i to bardzo, to musiałam mu nakłaść do tego głupiego łba bo wiem, że on mnie się posłucha, a innych to ma gdzieś.
No i wsiadłam na niego, że czasem niech mu przez głowę nie przechodzi wypisywać się ze szpitala, bo siostra mi mówiła przecież, że chciał tak zrobić, tzn. w piątek chciał się wypisać-ale tego mu nie powiedziałam.
No i jutro jadę do niego zawieźć mu ubrania jeszcze.

A poza tym na razie sama w domku jestem, bo Piotruś dzisiaj pojechał do domu swojego zawieźć małym prezenty na mikołajki. I mama też się trochę wnerwiła, że siedzi już 2 miesiące w domu i nie ma żadnej pracy. No i dzisiaj dzwonił w kilka miejsc, ale praca ewentualnie od wiosny, a on musi mieć pracę teraz przecież. No bo nie może siedzieć cały czas w domu. Pomimo że jest super jak tak siedzimy sobie razem w domku to i tak on musi pracować.

A dzisiaj plomba mi wypadła z zęba. Tzn. wiedziałam, że mi wypadnie, bo wczoraj jak jadłam bułkę, to mi się zaczęła ruszać ta plomba, ale zaczęłam jeść po drugiej stronie i było nawet, że ok, ale dzisiaj wzięłam frutelle i się zapomniałam i wzięłam ją na tę stronę co mi się ruszała plomba i wypadła mi wtedy, ale 9 grudnia idę do dentystki to mi zrobi 2 zęby, bo tą piątkę co plomba mi wypadła i ósemkę ma mi do zrobienia.

O matko i córko ;), dawno, bardzo dawno, aż tyle nie napisałam, ale co się dziwić jak non stop przy mnie Piotruś siedzi, a przy nim nie chcę pisać.
Tagi: łoj
02.12.2010 o godz. 13:28
Mama powiedziała wczoraj, że może, MOŻE, w niedzielę odwiedzi ojca, a ja jutro do niego jadę, no i jak Piotruś pojedzie w czwartek do siebie dać prezenty małym, to ja pojadę znowu do ojca.
Cóż, po tym wszystkim co mi przez lata robił, po tym jak się zachowywał, po tym że jestem DDA, po tym wszystkim ja mam litość, bądź resztki sumienia i serca nie mam z kamienia i jeżdżę do niego go odwiedzać, bo wiem jak to jest jak się leży w szpitalu i nikt cię nie odwiedza, wiem jak wtedy człowiek się czuję.
Ale i tak ojciec ma w tym szpitalu mnóstwo czasu na przemyślenia, może przemyśleć wszystko co robił do tej pory.
Może przynajmniej jakieś wnioski wysunie z tego.


Piotruś właśnie poszedł się kąpać, a ja pisze jeden z trzech referatów do szkoły, w sumie to na studia.
Jako pierwszy pisany jest referat z ,,zasady rachunkowości'', kolejne dwa będą z przedmiotu o banalnej i prostej nazwie ,,marketing''.

OKI, wracam do pisania, żeby nie było, że nie piszę referatów ;).
30.11.2010 o godz. 14:04
Umarzłam jak nieboskie stworzenie.
Byłam zawieźć ojcu rzeczy do szpitala, bo go dzisiaj wzięli prosto od lekarza.
Ma ostre zapalenie płuc, bynajmniej tak wstępnie orzekł ordynator, czyli jego lekarz prowadzący.
W środę znów do niego jadę, ale tym razem już z Piotrusiem.
Najpierw jadę do dentysty, potem do szpitala do niego, a potem jedziemy po jakieś prezenty dla Piotrka rodzeństwa, bo przecież mikołajki i od razu coś Igusiowi kupię.
Teraz piję gorącą kawkę i jem pierwszy posiłek, się znaczy wcinam kanapki.
No i kończę, bo demotywatory będę oglądać.
Tagi: ojciec
29.11.2010 o godz. 18:03
Ale wciąż jestem, tylko że...
No właśnie...
Tylko że nareszcie czuję, że żyję ! ! !
I nie piszę, bo nawet nie mam jak wyegzekwować chwilkę czasu, żeby tutaj cokolwiek napisać.
Bo po prostu mam o wiele ciekawsze rzeczy do robienia.

Dzisiaj zrobiłam małą rozróbę mojemu o .... zjedzone ciastka =D.
No tak wiem, wiem, nie mam się do czego przyczepić, bo jest tak idealnie, że aż nienaturalnie idealnie.

A nasz seks....
Łoj...
Nikt mnie tak nie zaspokajał, nigdy, jak on.
Jest moim doktorem, jak się często śmieję z niego, gdy mnie coś boli, a po seksie jakikolwiek ból ustępuje.
I poza tym teraz wszystko co się dzieje, złego czy też dobrego, jest bardziej znośne niż kiedykolwiek było.
22.11.2010 o godz. 15:03
Piotruś poszedł na podwórko popracować i rozruszać się, bo go troszkę mięśnie bolą od wczorajszego, ja zaraz dołączę do niego tylko muszę obrać ziemniaki i skórki przy pazurkach poobcinać i już.
Muszę pomału zacząć się przygotowywać do jutrzejszego wesela.
Żeni się Piotrusia brat cioteczny.
Strasznie nie chce mi się iść na to wesele, bo wiem że będę tam traktowana jak obiekt muzealny, no bo jego rodzina mnie nie zna.
Tzn. nie tak zupełnie nie zna.
Kilka wujków mnie zna i chyba ze 3 ciotki, a tam cała rodzina będzie.
A najlepiej było jak w tym tygodniu założyłam sobie sukienkę, tą co mam na wesele i pokazałam się w końcu Piotrusiowi, a on normalnie =D zaniemówił, potem dopiero wykrztusił z siebie, tuląc mnie i całując, że pięknie wyglądam i że w sukienkach mi jest ślicznie, że powinnam nosić sukienki.
No i zapowiada się piękna i ciepła pogoda na jutro.
Zresztą już od czwartku jest cieplutko i wiatr przyjemnie wieje.
Oki muszę lecieć obrać ziemniaki no i te skórki ;/.
A potem na dwór :).
A wieczorem umyć głowę i zapleść warkoczyki, bo kręcę jednak włosy.
No przecież muszę jakoś wyglądać.
A i tak każdy mówi, że jestem śliczna, a poza tym ładnemu we wszystkim ładnie.
05.11.2010 o godz. 11:12
A ja w końcu zaczęłam wierzyć.
W co ?
Ano w to, że mieszkam wraz z moim misiem.
W sumie to nie tyle zaczęłam wierzyć, co po prostu poczułam to, że mieszkamy razem, no jakby nie było to już od miesiąca.
I jest z dnia na dzień coraz cudowniej.
Tagi: wiara
04.11.2010 o godz. 20:33
Może i wykończona, ale przynajmniej przyjemnie zaspokojona.
Boże ufff...
Normalnie minęła godzina od naszych miłosnych uniesień, a ja wciąż czuję, że cała drżę.
Ale w ogóle to dzisiaj przed południem płakałam, aż zanosiłam się płaczem, a dlaczego ?
Powód błahy i jakże idiotyczny...
Po prostu bałam się Piotrusia, że może mi coś zrobić.
Wiem, że niepotrzebna była to obawa, ale jednak była.
Aż cała drżałam, gdy zbliżał do mnie swoje usta.
Bałam się, a jednocześnie pragnęłam, aby mnie dotykał, pieścił, aby mnie schował przed całym światem, aby się ze mną kochał.
Byłam taka rozdarta.
Ale w końcu przełamałam swój strach i już po pierwszym jego dotyku było cudownie.
Nigdy, nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałabym, że będę mieszkała i dzieliła swe życie z kimś tak wspaniałym jak on.
Teraz wiem, że żyję i wiem, że moje życie ma sens.
Ma sens, bo kocham i jestem kochana...
04.11.2010 o godz. 15:48
Po pierwsze okazało się, że jednak nie jestem w ciąży.
No i to nawet dobra wiadomość, ale uważamy zgodnie z moim lubym, że bez względu na wszystko i tak będzie super.
O właśnie luby do domku wraca z podwórka, pracował sobie troszkę. Nareszcie nastały czasy pracowitego gospodarza w domu =D.
Kochany mój jedyny :*.
Mieszkamy już od miesiąca razem.
I mmmm...
Sex z nim jest cudowny <marzyciel>, zresztą to samo on o mnie mówi, także no ten tego ;).
Dwoma słowami udane współżycie tzn. udane wspólne życie ;).
A poza tym ciągle gdzieś wyjeżdżamy, jak nie do lubego do rodzinnego mieszkania, to znów do centrum.
Dzisiaj byłam się odnotować i znalazłam 3 posady.
Teraz tylko będę dzwonić do każdej i zobaczymy co z tego wyjdzie, a mój miś znalazł 2, ale będziemy dzwonić dopiero po weselu.
A no tak zapomniałam, w sobotę idziemy na wesele do rodziny mojego lubego.
Także spadam już papa...
Tagi: nowinki
03.11.2010 o godz. 17:03
Dzisiaj święto, chociaż ten dzień powinien być obchodzony 2 Listopada, a nie 1, ale cóż.
A poza tym , to u mnie fantastycznie jest, wszystko się układa i tyle.
W ciąży jednak nie jestem i to jest najcudowniejsza wiadomość.
A tak poza tym, to dzisiaj już byłam z mamą na grobach zawieźć znicze i kwiatki.
Potem jedziemy tylko na msze i rozłożyć małe świeczki na groby znajomych.
Na Michała grób oczywiście będzie kupowany wianuszek no i świeczka, bo jakby nie było to jest mi osoba dość bliska.
A poza tym, jak byliśmy na cmentarzu to było mnóstwo już ludzi, aż nie chce mi się myśleć ile ludzi będzie na sumie, na mszy.
Zresztą wszystko wskazuje na to, że będzie bardzo ładna pogoda, lecz mimo wszystko i tak muszę założyć zimową kurtkę i kozaczki, no bo żeby mi było ciepło.
Lepiej żeby było mi za ciepło w nóżki niż miałyby mi zmarznąć.
No oki, będę kończyć, bo Piotruś już skończył śniadanie, a siedzę tak z tym monitorem, że mi z deczka niewygodnie jest, no bo żeby nie widział co ja piszę.
01.11.2010 o godz. 08:46
No właśnie CHYBA, bo nie zrobiłam żadnego testu, bo boję się, jaki będzie wynik, a jak jeszcze nie zobaczyłam tych ,,dwóch kresek'' to mam nadzieję.
Chociaż 16 powinnam dostać okres i co?
I nic, właśnie o to nic mi chodzi.
Niby nic, a jednak wielkie coś.
W sumie niby jednak nic wielkiego, ale dziecko.
Kurcze, ja chcę mieć dzieci, co najmniej trójkę, ale nie myślałam o tym, żeby to było teraz.
Może za rok, dwa.
Na razie chciałam się nacieszyć narzeczeństwem, tzn. narzeczeństwem będziemy dopiero w grudniu po oficjalnych zaręczynach, a na razie mieszkamy już u mnie razem.
Nigdy okres się nie spóźniał, dlatego i bez testu prawie jestem pewna tego.
Cóż, będzie to co ma być...
19.10.2010 o godz. 12:31
Przyjechaliśmy do domu o 12 i dzisiaj tak samo idziemy do mojej siostry, do dzieciaków.
Zresztą, mój Piotruś polubił bardzo dzieci, zresztą on bardzo dzieci lubi i już chciałby mieć swoje dzieci :), znaczy się ze mną, nasze.
A dzieci, Jula i Iguś polubiły go.
Przecież już mówi Iguś na niego wujek, tzn. wujek nie wymówi, ale wymawia KUJEK.
Śmiesznie to brzmi.
W ogóle super nam jest razem i kochamy się bardzo.
Wiem, że z moim kochaniem mogę o wszystkim porozmawiać szczerze, a on ze mną.
I choć może mnie nie pociesza, gdy płaczę, to on płacze razem ze mną i to jest piękne.
Mój romantyk i zazdrośnik :).
13.10.2010 o godz. 13:23
Tyle się teraz u mnie dzieje.
Miałam odejść z tego bloga z ,,IfOnlyYOU'' i przejść na mój stary blog.
Na blog ,,LENKA'', ale nie odejdę jednak.
Wróciliśmy dziś dopiero, jak pojechaliśmy w poniedziałek do Piotrusia do domu, wczoraj byliśmy na wsi, u jego rodziny.
W sumie to zaje fajnie było.
Powaga.
A w sobotę po godzinie 16 poszliśmy do mojej siostry, tak wyszło, że akurat Piotrek, mojej siostry mąż, wrócił do domu i nas jeszcze zastał.
Nie dogadaliśmy się, tzn. ja i on, bo, jak Piotrek z Piotrkiem poszli do sklepu, to Piotrek-mąż mojej siostry, powiedział, że to chyba zasługa Piotrka-mojego, że szwagierka-czyli ja, przyszłam do niego, bo on myślał, że ja jestem zła na niego o coś i dlatego nie przychodzę, jak on jest w domu, a ja myślałam, że on jest na mnie zły.
Ale ogólnie moje kochanie przypadło im do gustu.
Siedzieliśmy tam ponad 3 godziny, potem Maciek przyjechał ze swoja kobietą-nie mają ślubu i dzieckiem, no i w sumie to było super.
Teraz to mam naprawdę fantastyczne życie.
13.10.2010 o godz. 13:18
Najgorzej jest czekać, wiedząc że mój misiu już jest w centrum i czeka na autobus.
Wtedy czas niemiłosiernie się dłuży.
Jem sobie frytki właśnie, a w nozdrza wdziera mi się aromatyczny zapach kawy.
O ! Sms :).
Misiu nie wiedział jaki autobus.
Kurwa, nigdy, w najśmielszych snach, nie przypuszczałabym, że w osobniku płci przeciwnej będę w stanie się tak zakochać.
Że kogoś pokocham tak wielką miłością.
Chociaż...Hm....Wiem, że misiu kocha mnie milion, albo i trylion razy bardziej niż ja jego, ale on wie, że ja mu daje tyle miłości ile tylko potrafię.
I teraz prawie każdy mój znajomy, czy nawet przyjaciele i taka przyjaciółka, co myślałam, że jest ,,na dobre i na złe'', każdy się odwrócił ode mnie bo jestem szczęśliwa, bo nie użalam się nad życiem, tylko optymistycznie patrzę na świat.
Huj im w dupę, mnie interesuje to, że nareszcie jestem szczęśliwa i wstępnie zaręczona.
08.10.2010 o godz. 16:01
Dzisiaj bym zaspała na autobus.
O mały włos a bym nie zdążyła.
Ale takich obrotów nabrałam, że ekspresem się ubrałam i skorzystałam jeszcze z toalety i w 5 minut byłam gotowa do wyjścia.
Jak wychodziłam z domu, to było jeszcze ciemno na dworze, lampy się paliły, a w powietrzu czuć było przejmujący chłód, który docierał wszędzie. Mroźny wiatr nie szczędził i wiał ze zdwojoną siłą.
Ale dojechałam do centrum, potem pod Urząd Pracy.
Znalazłam pożądany urząd bez najmniejszego problemu.
No i potem kolejka po numerek i kolejka do rejestracji i już.
Tylko jeszcze 2 dokumenty muszę donieść, ale i tak mnie zarejestrowali jako bezrobotną już, nawet bez tych dokumentów i 3 listopada mam się stawić po jakieś oferty pracy.
W sumie to na początku pogadałam sobie trochę z takim młodym chłopakiem (strasznie przypominał mi Sebe), a potem rozmawiałam sobie z taką babcią, bardzo miło się z nią rozmawiało.
Papierosy zbliżają ;)
06.10.2010 o godz. 13:17
Pierwsza sprawa :
Cudownie było mieszkać przez tydzień z moim misiem. To było coś niesamowitego :).
No a tak poza tym to w tym tygodniu dzieje się niesamowicie dużo.
Od poniedziałku jestem w rozjazdach i dopiero skończą się moje wyjazdy w niedzielę. Niedzielę będę mieć już wolną.
Tak myślę, chociaż nie jestem tego pewna w 100%.
Bo tak :
W sobotę i niedzielę miałam pierwsze zjazdy już. W poniedziałek byłam u siostry. Dzisiaj na zakupach, bo musiałam kupić sukienkę i bolerko na wesele. Jutro jadę do UP zarejestrować się i idę na kurs, za który mi będą płacić 500zł miesięcznie. W czwartek znów jadę do siostry. W piątek do dentysty i potem będę czekać na mojego miśka, bo przyjeżdża do mnie prosto z pracy. W sobotę jadę z nim na zakupy, bo chciał garnitur kupić sobie na wesele, a ja muszę sobie kozaczki kupić i do tego staremu jeszcze podkoszulki,bluzy i trepki do szpitala. No i w niedzielę zobaczy się, czy z miśkiem pojedziemy do centrum tak połazić, posiedzieć w parku i potem on jedzie do domu i do pracy, a ja do siebie.
No ten tydzień to naprawdę mam tak zaplanowany, że wszystko idealnie jest do siebie zestawione i nie ma nawet najmniejszej opcji, aby było jakieś potknięcie.
A kebaby są lepsze za apteką =D.
Tagi: tydzien
05.10.2010 o godz. 16:10
Ten weekend był cudowny :).
Z moim misiem.
Był od piątku do niedzieli, potem pojechał na 4 godziny i wrócił znów do mnie, bo w tym tygodniu nie pracuje.
I jesteśmy znów razem :).
Właśnie wyszedł do łazienki się wykąpać, tzn. został zmuszony do pójścia przeze mnie :).
No i super mi z moim kochanym misiem jest, tak bosko i tak bardzo beztrosko.
A najfajniejsze są te nasze nocne rozmowy.
Takie szczere, takie magiczne, takie ... uwodzicielskie.
I jego dotyk.
Jego dłonie działają cuda.
On sprawia, że pod jego palcami ja się rozpływam.
Jest cudownie i to bardzo.
Kocham go ponad życie.
Tagi: WM
28.09.2010 o godz. 14:24
No i to bardzo niedojebana.
Ojciec zadzwonił do mnie, że u niego w pracy są bilety na jutrzejszy koncert DODY na Kadzielni.
Muszę się pochwalić : Na nowo wyremontowanej Kadzielni. Kadzielni, czy jak kto woli, amfiteatru na skalę europejską.
No i zadzwonił, powiedział mi to, a ja głupia niedojda powiedziałam mu, żeby nie brał bo jestem przeziębiona.
Niedawno zadzwoniłam do mamy, powiedziałam jej o tym i ona do ojca zadzwoniła.
Ojciec w trase pojechał, ale jak wróci, to ma zobaczyć, czy jeszcze są te bilety i jak będą to byłoby fajnie.
No i już mój misiek do mnie jedzie :).
Oki to ja już sobie spadam.
Tagi: / )
24.09.2010 o godz. 16:36
Po tym antybiotyku już mi praktycznie przeszła ta cholerna angina. I to mnie bardzo cieszy :), bo strasznie się z tym męczyłam.

A co do misiaczka mojego kochanego jedynego ;)...
Miał jutro przyjechać do mnie i zostać do popołudnia do niedzieli, ale jutro nie przyjedzie do mnie =D, bo przyjedzie już dziś.
Od razu, jak będą z pracy jechać przez moje miasto ;P, to go wysadzą koło dworca i dojedzie autobusem do mnie.
Tak się cieszę, no cholera, aż chce mi się żyć :).
Dwa dni i dwie noce razem.
Kocham weekendy ;).
Bo każdy weekend należy tylko do nas.

A no i pięta mnie boli ;/.
Ciamajda ze mnie jest, aż żal patrzeć.
Ogoliłam nogi i chciałam sobie pięty zetrzeć omegą i grrrr....
Zamiast skórkę z pięty, to żem starła skórkę nad piętą, przy kostce prawie ;/.
I cholera szczypie i boli.
Posmarowałam aloesem, bo on tamuje krew i zakleiłam plasterkiem, ale szczypie ;/.
Nie no ja to jestem naprawdę niezła artystka.
24.09.2010 o godz. 14:47
IfOnlyYOU
Tylko Ty
Skąd: Serce misia
O mnie: Zakochana, ale racjonalnie stąpająca po ziemi. Kawomaniaczka - zdecydowanie tak =D. Paląca, nie pijąca - miłość do czegoś zobowiązuje ;). Pomocna, uczynna, pracowita. Uparta - może trochę ;P. SŁOWAMI MIŚKA : cudowna, kochana, śliczna, jedyna...
statystyki